Kobiety dojrzałe

Wszyscy już chyba słyszeliśmy o „kryzysie wieku średniego” u mężczyzn; o gwałtownych, nie zawsze udanych próbach zmiany kierunku, zmiany partnerki, o podejmowanych z nagła decyzjach o uprawianiu sportu lub samotnym opłynięciu świata… oczywiście piszę to z przymrużeniem oka, odnosząc się raczej do popularnego stereotypu, niż naszej codzienności. Temat znany, szeroko opisany w literaturze, pokazany na filmach, opłakany w gronie wiernych przyjaciółek. Ale zostawmy mężczyzn w spokoju. Tak naprawdę chciałabym zwrócić się do kobiet, do tych z Was, które teraz wchodzą w słynący z burz i zawirowań „wiek średni”. Ach, wiek średni, to nie brzmi zbyt sexy! Dobrze, powiedzmy, że mówić chcę o kobietach w kwiecie wieku, tych, co to po obu stronach magicznej pięćdziesiątki… tych, co to dopiero z zaskoczeniem dostrzegają pierwsze zmarszczki i siwe włosy, tych, dla których zmiany fizjologiczne i życiowe są sprawą życia codziennego, i tych, które pomału wypływają na nowe, szerokie wody, tych „50+”, które na nowo odkrywają rytm i smak życia… hm… dojrzałego!

Bywa tak, że gdy nasi mężowie i partnerzy energicznie poszukują nowego „ja”, my uparcie i niezmiennie biegniemy w tym samym wciąż, codziennym kołowrotku. Bo może to i prawda, że dzieci są już trochę samodzielniejsze, jednak z całą pewnością nastolatek nie jest bytem autonomicznym i niewymagającym opieki i troski. Wręcz przeciwnie! Będzie się rękami i nogami opierał przed naszymi próbami zbliżenia się do niego, ale to wcale nie przeszkodzi mu w tym, żeby wkroczyć wieczorem do kuchni z sakramentalnym: „Jest coś do jedzenia?”, a potem klapnąć przy stole i opowiadać nam o swoich sprawach do późnej nocy, nie bacząc wcale na to, że kleją nam się oczy i kiwa głowa.

Głowa kobiety w kwiecie wieku, tak samo, jak i jej ciało, domaga się wszak należnego jej wypoczynku, i to w regularnych dawkach i porach! Doświadczone, wierne ciało, potrafi doskonale pokazać nam, jak bardzo nie w smak mu wszelkie nasze – towarzyskie czy rodzinne ekscesy – choćby i dość niewinne! W ogóle nie zważa na obietnice kremów i balsamów-cud, które to rzekomo przywracają twarzy blask szast-prast! w pięć sekund. Otóż nie, twarz kobiety w kwiecie wieku, jak lustro, pokazuje jej zmęczenie, niewyspanie, w czym pomagają mu wydatnie mimiczne zmarszczki, na które wszak pracowało się przez długie lata! W sianiu dywersji towarzyszy jej całe ciało, zmęczone, znużone, jakby ciut mniej uskrzydlone, niż tych kilka – kilkanaście (cooo?) lat temu.

W pracy – jak w pracy. Jest jej dużo, jest już przeważnie dość znana i oswojona. Być może nie niesie ani wielkich wyzwań, ani wielkich radości. Doświadczenie pozwala działać sprawniej, ale czasem ogarnia nas niepokój: czy to już wszystko? Emerytura nie majaczy przecież nawet jeszcze na najodleglejszym z horyzontów, a myśl o tym, że mamy na nią czekać przy tym właśnie biurku nie zachwyca… Zmienić? Ryzykować? Kto w dzisiejszych czasach zatrudni kobietę w kwiecie wieku, kiedy młodzież, rzutka i świeżutka, śle swoje CV na prawo i na lewo? Ale zostać przy tym, co jest… czy ja dam radę? Oto jest pytanie! Koleżanka rzuciła wszystko i przeniosła się na wieś, hoduje owce. Mówi, że jest szczęśliwa. Ale czy to prawda? Czy tak tylko mówi? No i co zrobić, jeśli dla mnie akurat ani wieś, ani owce nie są zbyt ponętną perspektywą? O, losie!

W domu – oprócz nastolatków, o których już była mowa przed chwilą – być może jest także Twój życiowy partner. Przy odrobinie szczęścia chętnie porozmawia z Tobą o Twoim kryzysie. Fajnie, jeśli Cię wspiera w poszukiwaniu nowych wyzwań, ale bywa, że jednak bez entuzjazmu przyjmie Twoją inicjatywę, jeśli zechcesz zacząć całkiem nowe studia i podjąć całkiem nowy zawód. Może nie zaprotestuje na jakieś nowe hobby, ale bardzo Cię proszę, niech ono nie będzie za bardzo absorbujące, bo ktoś jednak musi pchać te domowe taczki. Bądźmy, kochanie, rozsądni!

Jesli więc szukasz spełnienia i zadowolenia (to na wypadek, gdyby to, co już masz, takiego poczucia Ci nie dawało!), wiedz, że możesz to osiągnąć dzięki równowadze pomiędzy zadaniami wykonywanymi dla innych, a zadaniami związanymi z własnym rozwojem. Psychologia proponuje Ci, żebyś kierowała się emocjami, bo one są dobrą wskazówką tego, co nam służy, a co nie. Z grubsza oznacza to, że jeśli na widok kuchni o poranku czujesz bezgraniczny smutek, może warto, żebyś się z nim przywitała, i zapytała, co ma Ci do powiedzenia! Tak, jak w piosence (jeśli ją znasz, to raczej dowód na to, że to faktycznie już „te” lata…) „Dzień dobry, Mister Blues…” Pogadaj z nim, wypijcie razem kawę. Nie czekaj, aż smutek, na co dzień ignorowany i odsyłany do narożnika, zaleje Cię falą depresji albo skłoni do desperackich, nieprzemyślanych czynów.

Na krótko, czy na dłużej, po kropelkę wsparcia czy całe jego wiaderko, przyjdź do nas, jesteśmy tu dla Ciebie. Jesteśmy tu dla siebie, dla nas wszystkich!